Strona jest w trakcie tworzenia
Filtrujesz treści autora: Starochińska przypowieść ×
Resetuj
Stary rolnik miał konia, którym orał ziemię. Pewnego dnia koń uciekł. Sąsiedzi staruszka litowali się nad jego nieszczęściem, ten jednak wzruszył ramionami i odpowiedział: "Może to szczęście, może to nieszczęście, któż to wie?".
Tydzień później koń wrócił, prowadząc za sobą stado dzikich klaczy. Tym razem sąsiedzi gratulowali rolnikowi jego szczęścia. On jednak znowu odpowiedział: "Może to szczęście, może to nieszczęście, któż to wie?".
Gdy syn staruszka próbował ujeździć jedną z klaczy, spadł i złamał nogę. Wszyscy zgadzali się, że to nieszczęście, jednak farmer mówił tylko: "Może to szczęście, może to nieszczęście, któż to wie?".
Tydzień później do wioski wkroczyło wojsko i zabrało wszystkich młodych mężczyzn, jakich udało nam się znaleźć. Gdy zobaczyli, że syn rolnika ma złamaną nogę, zostawili go w spokoju. "Może to szczęście, może to nieszczęście, któż to wie?"
arrow_forward